Po raz kolejny wychodzę z założenia, że jeśli człowiek zwraca uwagę na szczegóły, takie jak uśmiech na ustach, wysłuchiwanie tego co inni mają do powiedzenia, ma szansę na to by osiągnąć znacznie więcej niż zgorzkniały student.
Jakiś przykład?
Miałem mieć kolokwium z przedmiotu za tydzień, jednak na dzisiejszych zajęciach na forum grupy zapytałem się prowadzącego po co nam to kolokwium skoro ma być z tego egzamin (bądź zwolnienie, jeśli się komuś uda), a sam materiał rzeczonego kolokwium wykracza poza ramy egzaminu (tematyka laboratorium+wykłady+extra wykłady+projekt). Jednak przeważył argument "Po co ma Pan zajmować sobie czas poprawianiem kolokwium całego roku?". Do tego wspomniałem o tym, że sam prowadzący na początku semestru powiedział, że nie będzie z przedmiotu kolokwium.
I coś z tego wyszło
W dziekanacie też się da!
Rzadko bywam w dziekanacie (w końcu od czegoś jest starosta), ale za każdym razem jak wchodzę i mam banana na ustach, wysłuchuję co Pani z dziekanatu ma do powiedzenia, nigdy potem nie narzekam. Wszystko w myśl zasady "dziekanat, dziekanat, żeby coś załatwić wchodź na kolanach". Poniekąd tyle zależy od kilku podpisów pań z dziekanacie.
Czy da się tak zawsze/
Niestety, nie bardzo. Niektórzy prowadzący mają wręcz, zjebane poczucie humoru i np. na pytanie czy będzie jakieś zwolnienie z egzaminu rzeczą: "No jakże mógłbym to zrobić studentom, przecież oni kochają pisać egzaminy".





Komentarze:
Dodaj komentarz: